Burger Store (Lublin) – burgery z sercem i pasją

Szał na burgery w Polce trwa już jakiś czas i może to dobrze, bo nareszcie znalazła się alternatywa dla kebabaów (nie znoszę!), pizzy (no ile można?) i sushi ($$$). Wmawiam sobie też, że to jedna z najzdrowszych alternatyw w restauracjach, do których idziesz ze znajomymi, znudziło Ci się zamawianie sałatek, a na steka nie masz ochoty.

Wierzę, że restauracje, które się specjalizują w tego typu wyrobach, stawiają naprawdę na jakość i różnorodność. Jedną z takich restauracji jest Burger Store w Lublinie na Okopowej. Specjalizuje się ona w tych „kanapkach” i są naprawdę nieźli. Ok, może to nie jest najlepsze co mnie w życiu spotkało, ale jest przyzwoicie, miło i obficie.

Sama karta jest dość różnorodna i każdy znajdzie coś dla siebie, zarówno wegetarianie jak i zapaleni mięsożercy. Zarówno Ci lubiący delikatnie (ja), i Ci na ostro (M.). Mieliśmy przyjemność być kilkakrotnie w tym miejscu i za każdym razem dostaliśmy to co trzeba, czyli kawał mięsa, w bułce, z dużą ilością dodatków i sosów. Na tym to chyba polega, nie? Jeśli ktoś się spodziewa francuskich mini trufli czy innych su vide spraw, to chyba pomylił adresy. Tu idziesz na dobrego burgera i dostajesz dobrego burgera. Deal.

Największy szacun jeśli chodzi o to miejsce to dla mnie brak frytek i piwa! BRAWA! Odważnie, a z drugiej strony od razu na wejściu orientujesz się, że to ma być jadłodajnia z miłym klimatem, a nie pub, pijalnia piwa czy miejsce zlotu Sebixów, którzy nie zamówią nic oprócz Perły i będą nad jednym kuflem dumać godzinami. Z drugiej strony brak frytek – fajnie. Rozumiem, że Mac przyzwyczaił Was, że to zestaw nierozłączny, ale przynajmniej w tym miejscu nie śmierdzi starym tłuszczem i to się liczy :)

Obsługa? Miła i sympatyczna, ale bez zbędnego włażenia w tyłek i żebrania o napiwki. Jeśli zapytasz odpowiedzą na każde pytanie, jeśli chcesz tylko dzień dobry, numer 2 i płacę. To otrzymasz dzień dobry, 24 zł i czy karta na zbliżenie. To się ceni.

Wiem, że jest możliwość modyfikacji zaproponowanych burgerów, jednak z tego nie korzystałam. Natomiast za każdym razem korzystam z dobrej rady w kwestii lemoniady. Tak, tu nie ma piwa, nie ma soku z kartonu za 8 zł, ani nawet pepsi. Tutaj do picia są lemoniady, różnych producentów, różnych smaków z innym przeznaczeniem. Ostatnio zdecydowaliśmy się na orzeźwiające i nas nie zawiodło to polecenie. Ok, nie jest tania, bo kosztuje 8 zł za 300 ml, ale miło czasem wypić w restauracji coś innego niż zwykle.

Wystrój to coś na co zwracam zawsze szczególną uwagę odwiedzając nowe miejsca. Tutaj? Powiedziałabym, że męsko, miło, trochę Ikea, trochę pokój starszego brata, trochę taras. Ogólnie utrzymana kolorystyka czerwieni, bieli, czerni i zieleni. Z niezawodną farbą tablicową w formie menu, z półkami ze skrzynek i łyżkami drewnianymi zamiast numerów. Fajne, niewymuszone.

Lubicie burgery czy już stają się niemodne? Co je zastąpi Waszym zdaniem? :D

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.