„Światło między ocenami” – książka i film

Jak tylko zobaczyłam trailer filmu: „Światło między oceanami” pomyślałam: „to coś dla mnie! Muszę to zobaczyć”. Jak tylko dowiedziałam, że się powstał na podstawie książki zapragnęłam najpierw zdobyć i przeczytać książkę, a potem obejrzeć film. Nie wyrobiłam się przez zejściem z ekranów kin, więc dziś mam komplet. Miły komplet, do którego chętnie wrócę.

Książka

W prosty sposób o trudnych sprawach. Tak w skrócie można opisać tę urokliwą historię, która wciąga od pierwszych stron. Surowy facet po przejściach, postanawia spędzić życie poświęcając się pracy latarnika. Jego plany krzyżuje młoda dziewczyna, która postanawia, że wezmą ślub i razem z gromadką dzieci zestarzeją się na wyspie, którą Tom ma się opiekować. I wszystko byłoby pięknie i sielankowo prawie jak u Sparksa, gdyby nie to, że tych dzieci się nijak dochować nie mogą. Pewnego dnia przypływa jednak łódka z martwym ciałem i żywym noworodkiem. Isabel postanawia zatrzymać maleństwo, mimo, że kłóci się to z zasadami twardo stąpającego po ziemi jej męża. I tak oto zaczyna się ta historia o poronieniach, porozumieniu w małżeństwie, walce o dziecko w sądzie, odnalezionych nadziejach, zapomnianych matkach i kobietach, które z rozpaczy za utraconym dzieckiem postradały zmysły. Wciągająca fabuła przeplata się z listami i wspomnieniami, książka toczy się przez kilka lat. Ciekawym zabiegiem jaki zastosowano, jest przedstawianie tej samej historii oczami kilku bohaterów. Możemy poznać ich myśli, motywy i wątpliwości. Trudno komukolwiek przyznać rację, trudno ocenić, co by się zrobiło „gdyby”. 

W trakcie opowiadania historii odnajduje się matka zaginionego dziecka, rozpoczyna się wojna o jego domniemane dobro. Rozdzierające serce są sceny rozpaczy dziecka i obu matek. Nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji. Jednak cała książka niesie wspaniałe przesłanie wypowiedziane ustami jednej z bohaterek:

„Nie nienawidzę ich. Wybaczyłam im. Tysiąckroć trudniej jest nienawidzić niż wybaczyć. Bo wybacza się raz, a nienawidzić trzeba stale. I stale trzeba o tym pamiętać i podsycać te złe uczucia”. 

Polecam tę książkę wszystkim kobietom, matkom, przyszłym matkom, a nade wszystko tym, po trudnych poronieniach. Mam nadzieję, że w postaci Isabel znajdą pokrewną duszę. Polecam książkę wszystkim rodzicom adopcyjnym, bo łatwiej zrozumieć pewne mechanizmy, które zachodzą w dziecku i powody jakie kierują je ku ich biologicznym rodzicom. Polecam, każdemu, kto lubi wzruszyć się nad lekturą. Polecam też mężczyznom, którzy nie wiedzą jak wyrazić swoją miłość do dzieci, lub pokazać im swój świat. Tom opowiada swój świat – latarnika małej, 4 letniej dziewczynce i robi to świetnie, Ty też tak umiesz :)

Film

Jest dobrą ekranizacją książki, wierną, ciekawą i wciągającą. Ponieważ naprawdę pokrywa się z wątkami, nie warto bym, przytaczała je jeszcze raz. Na szczególną uwagę zasługują role matek, wspaniała Alicia Vikander i przejmująca Rachel Weisz, ukłony dla odtwórców roli Dziadków, mimo dosłownie kilku scen, potrafili stworzyć prawdziwą krainę miłości na ekranie.

Piękne zdjęcia, wzruszająca muzyka i dobra obsada sprawia, że naprawdę warto sięgnąć nawet i po sam film. Jednak komplet będzie nieporównywalnie lepszym pomysłem. Polecam standardową kolejność, czyli najpierw książkę. Ma to swoje plusy, głównie działanie na wyobraźnie, a potem możliwość weryfikacji ze scenariuszem.

Ps. uwaga na podsuwanie tych pozycji kobietom w ciąży, bardzo przeżywają treść! ;)

Czytaliście, oglądaliście? Daliście się wplątać w moralną pułapkę? Jak Ci się podobała książka?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.