Pokolenie strachu. Czyli jak nie zepsuć sobie życia?

Nie wiem, czy to kwestia naszego pokolenia czy świata, ale wbrew temu, że mamy miliony możliwości, miliony scenariuszy na życie i jeszcze więcej marzeń żyjemy w ciągłym strachu. Strachu, że coś nas ominie, że wybierzemy nie to co trzeba, że coś się okaże bardziej lukratywne gdy to odrzucimy, lub miłość mniejsza niż zapowiedziana w filmach.

Nie uważam, ze warto się ograniczać. Bynajmniej! Przecież o to walczyły pokolenia, byśmy my 80-90-00 wszystko mogli. Byśmy mogli wybrać gdzie chcemy mieszkać, z kim, na jakich zasadach pracować i tworzyć związki i rodziny według naszego planu. A jednak.. mimo tego, ze mamy lepiej, bo możemy wszystko dlaczego tak wielu z nas codzienne zadaje sobie to samo pytanie.. jak nie spierdolić sobie życia?

Boimy się czasu

Najpierw czy na coś nie jest za wcześnie, na dziecko, na pierwszą poważną miłość, na pracę inną niż wszyscy, na wyprowadzkę z domu, na postawianie się rodzinie i poinformowanie ich, że jednak nie zostaniemy lekarzem ani prawnikiem. Że za wcześnie jest na przeprowadzkę gdzieś na koniec świata, że za wcześnie na firmę i w ogóle na wszystko. Przecież mamy się wyszaleć. Mamy przyzwolenie na bycie w domu i na „nie wiem kim jeszcze będę i czego chcę”. Nawet jeśli gdzieś w głowie świszcze jakiś fajny pomysł, typu.. idź na studia aktorskie, bo może to Twoja droga. To ciągle jest na takie rzeczy za wcześnie, bo przecież nie wiadomo co będzie.

A potem boimy się, że jest już za późno. Żeby zmieniać życie? Przecież takie znam i jest ok. Żeby zmieniać pracę i szukać siebie? Wydaje się być to oklepanym motywacyjnym sloganem. Boimy się założyć własną firmy, bo wszyscy wielcy zakładali ją jak mieli 22 lata a Tobie już bliżej trzydziestki. (8 lat temu powiedziałbyś, że się boisz, pamiętasz?) Boimy się, że na niektóre hobby i pasje jest też już za późno.. 50 lat i zacząć chodzić na siłownię? Eeeeee, już za późno.

A jednocześnie czujemy, że czas przecieka nam przez palce. To co wczoraj było za wcześnie, dziś jest już za późno. I plujemy sobie w brodę, że gdyby zacząć wtedy to teraz były już sukces. Byłby już fajny bar z domowym jedzeniem z rozmów z Babcią, byłoby już schronisko dla kotów z rysunków przedszkolaka, byłaby już figura bikini ze zwierzeń przy piwie i  byłaby już rodzina.. z marzeń przed snem.

Kiedy jest dobry czas i na co? Kiedy należy wyprowadzić się z domu? Kiedy pierwsze dziecko przestaje być wpadką, a jeszcze nie jest za późno? Kiedy jest dobry moment, by przestać zarabiać na mieszkanie, a zacząć na pasję? Kiedy jest definitywny początek, że na wszystko jest już za późno?

Boimy się ludzi

Że jest ich w naszym życiu za dużo i ciągle coś od nas chcą. A to rodzina, a to nauczyciele, a to znajomi. Każdy każe być kimś innym i za każdym razem być w tym najlepszym. W pomocy w domu, na studiach, w znaniu trendów i w byciu cool. „Bądź mądrzejsza, bądź wzorem, ustąp” ile razy słyszy to starsze rodzeństwo, gdy młodsze z nie wiadomo jakich przyczyn drze się wniebogłosy? I od dziecka się okazuje, że ciągle trzeba być jakimś i komuś ustępować, a jednocześnie walczyć o swoje. I nagle wygląda na to, że jak jesteś słaby to porównują Cię tylko do lepszych i że im nie dorównasz. A jak dorównasz to się okazuje że się wywyższasz, że trzeba dać szansę słabszym i tak w kółko.

Nawet nie wiem czy to kwestia strachu przed ludźmi, to chyba bardziej strach przed tym, że nie spełnisz ich oczekiwań. Nie zrobisz kariery o jakiej marzyli dziadkowie, ani kasy o jakiej rodzice, nie będziesz najpiękniejszą żoną na każdym balu, a do tego jeszcze nie wiadomo czy dobrą matką i dla kogo.

A potem boimy się, gdy tych ludzi zaczyna ubywać. Przynajmniej raz na jakiś zdarza się pogrzeb, który niszczy nam ładnie ułożony światek i coś co miało być na zawsze okazuje tylko zamkiem z piasku. Z czasem codzienne kontakty na uczelni zmieniają się w telefony raz na miesiąc, potem w smsy na święta i urodziny i potem.. już nie wiesz czy to jeszcze przyjaźń czy już znajomość. Nie mamy pretensji do nikogo, przecież każdy z nas, razem ze zmieniająca się cyfrą w liczniku życia, zaczyna bardziej koncentrować się na nowej rodzinie, na lepszej pracy. Tylko czasem tak sobie myślimy.. a co będzie jak wszystkich już mi zabraknie?

Boimy się pieniędzy

Wiesz, że jest takie powiedzenie, że tylko ludzie, którzy nie boją się dużych pieniędzy są w stanie je zarobić? Z tym baniem się wiąże się to, że takie osoby nie umieją utrzymać gotówki przy sobie, nie wiedzą jak rozsądnie wydawać, w co inwestować i jak gromadzić na coś, co się opłaca. Był przeprowadzony taki eksperyment, że biedne osoby, które wygrały nagle milion w przysłowiowego „totka” roztrwoniły go w rok, bo nie umiały się z nim obchodzić. Zupełnie innego znaczenia nabiera teraz fakt, że wielu spośród bogatych ludzi to sknery, prawda? Bo żeby mieć pieniądze, nie tylko trzeba je zarabiać. Trzeba też ich nadmiernie nie wydawać.

Strach przed dużymi pieniędzmi to nie tylko pytania, jak je rozsądnie wydawać, czy nagle połową musisz się podzielić z chorymi dziećmi oraz jak to wpłynie na Twoją rodzinę i znajomych. Czy Tobie nie uderzy woda sodowa do łba i czy oni nagle się od Ciebie nie odsuną, bo już macie „inne problemy”.

To jest nic. Umówmy się, nic, w porównaniu z tym, gdy codziennie towarzyszy nam strach, gdy pieniędzy nie ma, lub gdy może ich zabraknąć. Lub gdy, cały dobytek życia idzie z dymem w pożarze, topi się z powodzą lub odchodzi z niespełnioną miłością. Ja wiem, że pieniądze to nie wszystko, ale bez pieniędzy niewiele można mieć. A żyć trzeba. Czy nie boisz się, że będziesz zarabiać za mało? Mniej niż rówieśnicy? Mniej niż „typowa wykształcona osoba z dwoma magistrami”?

A może boisz się tak jak ja, że na rozmowie kwalifikacyjnej powiesz za mało i nie dadzą Ci przecież więcej, skoro tyle to dla Ciebie ok? A może powiesz, za dużo i będziesz bezskutecznie tułać się od firmy do firmy i ściskać dłonie, ale nikt nie powie Ci, że nie zostajesz przyjęty, bo kasa nie mieści się w widełkach? Hmm?

Boimy się zobowiązań

Boimy się coś obiecać, bo przecież to trzeba na zawsze i mimo przeciwności. No i jakoś dotrzymać. A nawet nie jakoś, tylko na pewno. A co jeśli jutro mi się odmieni? Jeśli się okaże, że jednak nie o to mi chodziło i nie będzie się jak wykaraskać?

I tak ślizgamy się między związkiem, a związkiem, między miastem a miastem, między być, mieć, chcieć a móc. I z jednej strony potrzebujemy czegoś na zawsze, nawet takiego mentalnego majątku, że mam swoje miejsce na ziemi, że mam gdzie wrócić, że na zawsze jest ktoś, kto mnie kocha. A potem się okazuje, że trzeba dbać, pielęgnować, płacić rachunki, ustępować i jeszcze do tego iść na kompromisy. Najgorzej!

A jak nie ma się zobowiązań, nikt nam nie zadaje najważniejszych w życiu pytań, nikt nie wypomina bałaganu, nie przychodzą listy, nawet z banku, to nie umiemy się określić. Nie umiemy odpowiedzieć na pytanie kim jesteśmy. Bo gdy nie masz pracy stałej, miłości stałej ani stałego miejsce do spania to kim jesteś? Nomadą? Mentalnym czy jakim? I czy znowu to znaczy, że jak nie masz się jak określić to musisz się określić jako.. nieokreślony?

Boimy się być sobą

A z tym najgorzej, czy najtrudniej, czy w ogóle jak? Jak mam wybrać jeden wyraz, albo jedno zdanie by powiedzieć, że to ja? Że to do mnie podobne. Że taka jestem. Jak ja jestem każda. I grzeczna i niegrzeczna i posłuszna i krnąbrna i leniwa i bardzo pracowita i ja, to ta w sukni i wysokich szpilach na imprezie i ja, to ta w dresie na siłowni i ja, to ta w granatowym uniformie na konferencji i ja, to ta w pidżamie z pudełkiem lodów.

Co to znaczy być sobą i czy ja jestem sobą? Którą sobą i skąd to wiedzieć? Boimy się być sobą, bo nie wiadomo, które ja to prawdziwe ja. Które się lepiej sprzeda, które zarobi na szybszy samochód i które zdobędzie lepszego partnera.

A z drugiej strony boimy się, że sobą nie jesteśmy. Tyle się teraz głosi o tym, „znajdź swoje wewnętrzne ja”, „nie wstydź się pokazać prawdy”, „pokaż jaki jesteś, gdy jesteś sam”. I wtedy bam! Pokazujesz, że jednak masz zmarszczki, fałdki, że jest w Tobie coś więcej wielkiego niż serce i marzenia i nagle jesteś gruba, zaniedbana, stara baba. A jak pokazujesz seksowne ja, wymuskane i wypracowane, bo i takie Ci się zdarza, to jesteś sztuczna, nadmuchana, pusta lala i w ogóle.

Boimy się być sobą, bo czy być mną to jest coś fajnego? Gdyby każdy wiedział ile ja mam kompleksów, w życiu by tak o mnie nie pomyślał. W życiu nie chciałby być mną, ale wtedy czy ja znając jego słabe strony chciałabym być nim?

Jak nie spierdolić sobie życia?

Nie ukończyłam psychologii i nie mam prawa dyktować nikomu jak ma żyć. Ja też się czasem bardzo boję i nawet nie wiem w sumie czego. Chyba, tego, że nie spełnię mojego powołania, że zagłuszę ten głos, który stale mi podpowiada coś, a ja to odkładam na potem, na potem…

Też tak masz?

Chyba nie mamy wyjścia. Nie możemy bać się czasu, bo na przeszłość nie mamy żadnego wpływu, a na przyszłość tylko tyle o ile na nią zapracujemy i nauczymy się pozytywnie reagować na to co nas spotyka. Tak naprawdę z każdej nawet najgorszej sytuacji można wyciągnąć plusy. Tylko to bardzo trudne.

Nie możemy bać się ludzi. Tylko możemy zaprzestać inwestować czas w ludzi, którzy nas nie inspirują, nie wspierają, niczego nie uczą. Nie dajmy się wysysać z energii. Dobrych, uczciwych ludzi nie trzeba się bać. Trzeba się nimi otaczać i spędzać z nimi czas. Póki jest.

Nie możemy bać się pieniędzy. Musimy traktować je jak narządzie do urządzenia sobie życia. I tyle. Nie zabijać się dla nich, nie płakać, gdy przez chwilę jest ich mniej tylko stawiać sobie kolejne cele. Czy boisz się pralki? Nie. Jeśli Cię stać na turbo fajną, kup turbo fajną, póki jej nie masz pierz ręcznie. Przecież suma sumarum chodzi o to by ubierać się w czyste ubrania prawda? Pralka to narzędzie, tak jak pieniądze.

Nie możemy bać się zobowiązań. Musimy podejmować dobre decyzje. Dobre to przemyślane i takie, które po czasie nadal mają te same mocne argumenty. Mama nauczyła mnie, bym miała dla każdej decyzji dobry niepodważalny i nieprzetrenowujący się argument. Wtedy nie żałujesz. Bo wiesz, że w tym momencie nie mogłeś postąpić inaczej.

Nie możemy bać się być sobą. Bo jak nie sobą to kim? Tak naprawdę na tym świecie jesteś tylko właścicielem swojego ciała i swojego umysłu. I tylko to żeby dobrze się ze sobą czuć i umieć rozdawać dobrą energię innym powinno być największym Twoim wysiłkiem. Bo jeśli akceptujesz siebie to akceptujesz innych. Jeśli umiesz kochać siebie to umiesz rozdawać miłość. Jeśli jesteś szczęśliwy to umiesz dostrzec szczęście wszędzie. Bądź sobą, bo nie da się udawać przez całe życie kogoś innego. Bo będąc sobą masz w stu procentach pewność, że nikt Cię nie podrobi. Fajnie, nie?

Jesteś z pokolenia strachu, jak ja?

 

2 komentarze

  1. Czy z pokolenia strachu? Myślę, że tak, niestety…, ale z drugiej strony wiem, że powinienem się cieszyć, że boję się, że nie będzie mnie stać na nową pralkę czy, że zamiast zarabiać x zarobię x-500 zł, a nie muszę się bać, że jutro wróg zastrzeli mnie i moją rodzinę.
    Obecnie z tych strachów jakoś najbardziej utożsamiam się ze strachem przed czasem. Niby nie ma co się przejmować przeszłością, ale to ona nas kształtuje i wpływa na to kim jesteśmy i jak nas postrzegają inni. Na przyszłość, jak wspomniałaś trzeba zapracować, tylko, że pracując ciągle na przyszłość ciężko żyć teraźniejszością. Wtedy faktycznie czas przepływa przez palce. Być ciągle w teraźniejszości może spowodować, że w przyszłości obudzimy się z ręką w nocniku.
    I trzeba znaleźć ten pierdzielony złoty środek, aby żyjąc teraźniejszością pracować na przyszłość i podejmować mądre decyzje, aby nie spaprać sobie przeszłości.

    1. Dokładnie bardzo dobrze powiedziane! Szuka się harmonii, stałym stresie, a przecież nie o to chodzi. Ja mam największy strach przed podejmowaniem jakiejś niby nie najważniejszej ale wpływającej na życie decyzji, bo, co jak się nie opłaca? Co jak jednak za chwilę będzie „promocja” na coś lepszego? Co jeśli wybrany scenariusz zamknie mi bezpowrotnie jakąś drogę? Eh.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.